poniedziałek, 1 września 2014

Rozdział 1.

Szedłem chodnikiem w stronę domu. Dla innych domu w lesie, do którego lepiej nie wchodzić. Sama droga do niego przyprawia o dreszcze. Kiedyś tak nie był kiedy jeszcze moja rodzina żyła. Dbali o dom jak tylko mogli, a ja wtedy wymykałem się do kumpli. Była dziesiąta nad ranem. "Akcja, która się dziś odbyła uważam za udaną. Poza kilkoma szczegółami."~ Odezwał się głos w mojej głowie.
-Dużymi szczegółami...
Nim się zorientowałem stałem u progu drzwi mojego domu. Poszedłem do salonu, każdy odpoczywał po robocie. Niektórzy w pokojach, a inni tutaj. Usiadłem na sofie. "Wreszcie odpoczniesz co?"~
-Piorun? - "Błąd."~ - Możemy na słówko?
-Tak.
Poszedłem za Brad'em do innego pokoju porozmawiać w cztery oczy. "Zawsze się cyka nawet w tedy kiedy nie potrzeba"~ Na samom myśl o policji, aresztowaniu robi się blady jak kartka papieru.
-Trzeba się pozbyć problemu. - Powiedział szorstko.
-Och proszę cię ja nie mam żadnego problemu.
-Wręcz przeciwnie. - "Znowu zaczyna"~ Zabolała mnie głowa. Czułem jakby jakiś pisk rozszerza się pod moją czaszką, jakby miał roznieść ją (czaszkę) na małe części.
Nagle przestało mnie boleć. wyprostowałem się, gdyż od bólu się zgiąłem.
-Zobaczy się co zrobimy z tym "problemem" - Mówiłem robiąc cudzysłów w powietrzu. - Jeszcze dorwę osóbkę odpowiedzialną za moją wolność.

*Alex, dziesięć godzin wcześniej*

-Następnym razem idziemy na ten gigantyczny rollercoaster i koniec kropka.
-Caroline chyba za mało wyrzygałaś w parku rozrywki. -Odpowiedziałam, czując dreszcze na samą myśl o wszystkich górkach, dołach, które pokonuje małym wagonikiem sześcio osobowy. "Nie, nie, nie, trzy razy nie odpadasz; głupi pomyśle"
-Och daj spokój...
-Nie! - "Cisza,cisza, zbyt długa cisza obraziła się"~ -Caro przepraszam, ale to nie dla mnie.
-No dobra... I tak cię namówię...
Przyjaciółka kontynuowała głośne rozmyślanie jak mnie na mówi, ale jej nie słuchałam wiedziałam co powie.
Jej długą przemowę przerwał telefon. Rozbrzmiał dzwonek mojej kumpeli. Podczas kiedy ona zaczęła poszukiwanie telefonu, ja odwróciłam się obserwując co robi, coś żywego podczas północy nie wiele osób kręci się po ulicy. Stałyśmy pod drzewem gdzie nie dochodziły światło lamp. Czułam strach mimo, że nie byłam sama. Caroline wreszcie znalazła telefon i odebrała wreszcie telefon. Oczywiście był jej chłopak, a mój kolega. Matt cały czas nadawał, co nie co słyszałam."Kocham cię, tęsknie, no gdzie ty jesteś. Ugh. Boże co ja myślę nie będę zazdrosna o swoją kumpelę." Nie doprowadzał Caro do głosu może to i dobrze. Jak ona zacznie to nie skończy. Taka prawda...
Spojrzałam na lampę (ok.100 metrów dalej), która mnie uspokajała do czasu. Boję się ciemności, ale od tego bardziej boję się śmierci. To był pierwszy raz gdy odwróciłam głowę od światła.
Dwóch mężczyzn ciągnęło innego po kostce. Podnieśli go i oberwał on dłonią złożoną w pięść. Po chwili ciemna czerwona ciecz zaczęła spływać. Zrozumiałam, że w ręku było coś jeszcze.Oczy zeszkliły mi się. Natychmiast się odwróciłam. Uderzając Caro, której telefon wypadł.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz