wyjęłam jedną słuchawkę bardziej skupiłam cię na rozmowie.
-Ohh. Nosz wyjdź wreszcie z domu...
-Właśnie wyszłam. Wyrwałaś mnie z pokoju i zaciągnęłaś do kawiarni! Jestem zmęczona.
-Ale ty nic nie robisz! Dobra okej. Idź sobie do domu.
"Łatwo, zbyt łatwo."
-Wieczorem idziemy do parku rozrywki. Ty wyjdziesz z domu i przestaniesz mówić, że się tobą nie przejmuje tylko Mattem.
"Wiedziałam."
-Dobra pójdę ale mam potem tydzień spokoju. umowa?
-Okej. Pomogę ci wyrwać jakieś ciacho.
-Caro!
-Będziecie się macać, całować... - Dziewczyna zamknęła oczy i zaczęła wymieniać...
Podszedł kelner aby zabrać brudne szklanki.
-... i seks! Alex! - Przyjaciółka otworzyła oczy i jak z procy strzelił zarumieniła się i chyba ja też.
Chłopak uśmiechnął i puścił mi oczko. -Yyy...
-No widzisz już cię lubi. - Powiedziała szeptem gdy chłopak poszedł. Udając blondyna, który przed chwilą stał przy stole, puściła mi oczko.
-Wal się. - Dziewczyna zaśmiała się.
-Przyznaj, że jest przystojny.
-Ohh, proszę. - Spojrzałam do góry.
-Ma śliczne blond włosy... Z tego co pamiętam lubisz blondynów co nie?
-Chcecie rachunek? - Dwudziestolatek (bo tak strzelam) stał z powrotem obok naszego stolika. Wymieniliśmy się wszyscy spojrzeniami.
-Tak prosimy. - Powiedziałam łamiącym się głosem.
-Okej.
Chwilkę później chłopak był z rachunkiem. Postawił wiklinowy koszyczek [<<coś tego typu] z rachunkiem.
<=>
-Leciał na ciebie! Widzisz!
-Proszę o ciszę.
-No co! Ja ci nie dałam serwetki z numerem telefonu! To takie słodkie! Jak z filmu!
-Głośniej nie możesz?
-Mogę. ON BYŁ SŁODKI!!!
-Cofam to.
-Okej to ja już tu skręcam.
-Tym mieszkasz 5 ulic dalej. Pamiętasz?
-Ale...
-Ale?
-Nocuje u Matta?
-Nosz serio! Znasz go góra miesiąc!
-Daj spokój. Idę. Widzimy się za jakieś. Sześć godzin?
-Ok.
Rozeszłyśmy się do domów. Ja się na serio o nią martwię. A ona myśli, że jej zazdroszczę, że ma chłopaka. No proszę...
-Proszę o ciszę.
-No co! Ja ci nie dałam serwetki z numerem telefonu! To takie słodkie! Jak z filmu!
-Głośniej nie możesz?
-Mogę. ON BYŁ SŁODKI!!!
-Cofam to.
-Okej to ja już tu skręcam.
-Tym mieszkasz 5 ulic dalej. Pamiętasz?
-Ale...
-Ale?
-Nocuje u Matta?
-Nosz serio! Znasz go góra miesiąc!
-Daj spokój. Idę. Widzimy się za jakieś. Sześć godzin?
-Ok.
Rozeszłyśmy się do domów. Ja się na serio o nią martwię. A ona myśli, że jej zazdroszczę, że ma chłopaka. No proszę...
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz